piątek, 8 września 2017

Przemocowy facet? - historia prawdziwa cz.3

Przemocowy facet? cz,3

Czerwiec, 15 lat wcześniej, jestem z Pawłem od 7 m-cy


Matura już za mną i cieszę się, że choć jeden problem odszedł w siną dal. Nie mam jeszcze sprecyzowanych planów na przyszłość, a przecież za chwilę będę wybierać kierunek studiów. Jestem trochę rozbita, bo wiem, że decydując się na studia,  będę zmuszona wyjechać do innego miasta, a to oznacza rozłąkę z Pawłem. Rozmawialiśmy już o tym, ale nasza rozmowa nie wniosła nic nowego, bo nadal zastanawiamy się nad  losem tego związku. Czasem myślę, że jak wyjadę, największe szczęście przypadnie w udziale moim rodzicom, którzy wielokrotnie chcieli zniszczyć łączącą nas więź. Ich niechęć do tego związku jest wprost proporcjonalna do długości jego trwania.
Wizja opuszczenia rodzinnego miasta frustruje mnie, a jednocześnie pobudza do wskrzeszenia obumarłej nadziei. Wyjście jest jedno. Możemy wyjechać razem. Głęboko w sercu wierzę, że to się uda. 

Myślałam, że rok szkolny zakończy się bez większych skandali, jednak przeliczyłam się, bo z powodu jakiegoś cyberprzestępcy, mogłam stracić wielu bliskich znajomych. Ktoś włamał się na moje konto fb i wysłał chamskie, a wręcz wulgarne wiadomości do osób z kręgu znajomych. "Jesteś głupią dziwką", "Nie odzywaj się do mnie, kurwo", "Nie zadaję się z takimi śmieciami jak ty", to tylko kilka tekstów, o których się dowiedziałam.
- Dlaczego mi to napisałaś? - zaczepiła mnie wczoraj Klaudia na szkolnym korytarzu. Ton jej głosu zdradzał, że coś jest na rzeczy.
- O co chodzi? - zapytałam, jakbym przeczuwała poważne tarapaty.
- Nie wiesz?
- Serio, nie wiem.
- Wieczorem napisałaś,  co o mnie myślisz. Tego się nie spodziewałam po tobie.
- Że co? Jaka wiadomość? 
- Zobacz - Klaudia otworzyła aplikację fb w telefonie komórkowym i pokazała mi treść wiadomości.
- Boże, Klaudia... Nie wiem, co powiedzieć. Ja.. - nie mogłam wydobyć z siebie słowa.
- Co ja? - odpowiedziała nieco poirytowana Klaudia.
- Nie napisałam tego.
- Jeśli nie ty, to kto?
- Nie mam pojęcia.
- W takim razie następnym razem, bądź ostrożniejsza. Znam cię i jestem w stanie uwierzyć w twoją wersję wydarzeń, ale pomyśl tylko, że ten ktoś następnym razem może napisać do nauczycieli, czy innych osób, przez które mogłabyś mieć później problemy. 
- Sorry jeszcze raz - wydukałam na pożegnanie, marząc tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się w domu.
Po lekcjach wsiadłam w pierwszy nadjeżdżający autobus. Chciałam pogadać z kimś bliskim, kimś komu nie będę musiała udowadniać, że nie mam nic wspólnego z chamskimi wiadomościami.
W progu drzwi przywitała mnie mama. Zauważyłam grymas na jej twarzy i zrozumiałam, że prawdziwe kłopoty dopiero przede mną. Intuicja jak zwykle nie zawiodła. Dowiedziałam się, że ktoś włamał się na moje gg. Wiadomo w jakim celu.  Pech chciał, że cyberprzestępca na swoje ofiary wybrał kumpli taty. Czasem pisałam do nich w staruszka imieniu, bo ojciec nie uznaje komunikatorów społecznościowych. W tym momencie szczerze żałuję chwili, w której zdecydowałam się założyć konto na fb i gg.
Zaatakowani  kumple taty nie kryli swojego oburzenia. Byłam jedynie córką ich ziomka z wojska, nie znali mnie i mogli z całą pewnością uwierzyć, że jestem świruską uprawiającą stalking.
- To Paweł - zawyrokowała  moja mama. Była pewna swojego zdania.
- Nieee - zaprzeczyłam stanowczo.
- Znał hasła do twoich kont?
- Tak, ale to nic nie znaczy.
- Arleta, nie bądź naiwna! - krzyknęła. - Oczywiście, że to on.
- On by tego nigdy w życiu nie zrobił - zapewniłam ją, choć wiedziałam, że  jedynie Paweł zna hasła do fb i gg.
Kiedyś wściekł się, bo jakiś facet na gg  napisał do mnie: "Cześć Arleta, pamiętasz mnie?". Nie wiem kto był autorem  wiadomości, nie odpisałam. Paweł nie uwierzył. Był tak zły, że chwycił klawiaturę i zanim doszczętnie ją zniszczył, wysłał do nieznajomego krótką odpowiedź: "Arleta Sz. to kurwa i szmata". 
Zaczął posądzać mnie o zdrady, choć zapewniałam go, że dla mnie liczy się tylko on. Zażądał, bym podała mu hasła. Zgodziłam się, bo chciałam, by wreszcie zaczął mi ufać.

Lipiec, 15 lat wcześniej, jestem z Pawłem od 7 m-cy

Zdałam maturę! Zaraz oszaleję ze szczęścia dosłownie i w przenośni! Na przekór rodzicom, a szczególnie tacie, wybrałam socjologię. Przez pewien czas frustracja gościła w mym sercu, gdy nie mogłam zaspokoić ambicji staruszków, którzy mieli wysokie aspiracje względem mojej osoby. Widzieli mnie na jakiejś dobrze płatnej i poważanej społecznie posadce. Niestety orłem z matematyki nie byłam nigdy, a jak wiadomo humaniści w życiu mają pod górkę.

Paweł chyba jest ze mnie dumny. W konspiracji obmyśliliśmy dalszy plan, który jest zgodny z moimi marzeniami. Jako pierwsza wyjadę z rodzinnego P. do Z., gdzie będę mieszkać i studiować. Paweł dojedzie do mnie później. Na początku zamieszkamy na stancji, będziemy mieć ciasny, ale własny pokój. Rodzice muszą pozostać w błogiej nieświadomości, bo po pierwsze są starej daty i mogliby doznać szoku, mając świadomość, że żyjemy pod jednym dachem na kocią łapę, a po drugie, wiadomo jaki mają stosunek do Pawła i naszego związku.

Od pewnego czasu często się kłócimy. Paweł jest bardzo zazdrosny, choć staram się nie dawać mu do tego żadnych powodów. Niedawno, w trakcie kolejnej sprzeczki, opuściłam jego mieszkanie bez słowa. Miałam dość kolejnych wyzwisk. Wróciłam do domu sama, pomimo, że za oknem panował mrok, a miałam do przebycia pieszo jakieś 3 kilometry. 
Wczoraj znów zagalopował się z obrażaniem mnie. Czułam, że muszę zareagować. Po raz kolejny zdecydowałam się zakończyć spotkanie bez pożegnania.
Płakałam. 
Wybiegł za mną. Szliśmy w kierunku mojego domu w milczeniu. Gdy mijaliśmy charakterystyczny zakręt za mostem, popchnął mnie tak, że upadłam na ziemię.
- Widzisz, co może się stać, jak będziesz sama wracała, gdy będzie ciemno? - zapytał, jakby rzeczywiście interesował się moim losem. 
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Zachowałam milczenie. Nie odezwałam się nawet wtedy, gdy próbował się ze mną pożegnać.

Sierpień, 15 lat wcześniej, jestem z Pawłem od 8 m-cy

W piątek leżeliśmy na łóżku przytuleni do siebie. Ustalaliśmy ostatnie szczegóły przeprowadzki. Czuliśmy spokój, bo los nam sprzyjał. Nie pamiętam, co zapoczątkowało tę bezsensowną rozmowę, która zatruła mój nastój na kilka dni. Chyba ja, bo zaczęłam babskie marudzenie w stylu: "Jestem za gruba". 
Potem wtrącił się Paweł.
- Wyglądasz jak utłuczony prosiak. Powinnaś schudnąć. Zobacz, jak wygląda Paulina z twojej byłej klasy. To prawdziwa laska. A ty tylko żresz i żresz...

Od tamtej rozmowy Paweł regularnie krytykuje moją wagę. Wiem, że lubi szczuplutkie dziewczyny, ale nie potrafię doprowadzić swojego ciała do rozmiaru 34. Zupełnie nie rozumiem swojego chłopaka. Co chwilę mówi coś innego. Przedwczoraj powiedział, że mam fatalny tyłek, a dziś ciągle go komplementował. W końcu nie wiem, czy mu się podobam, czy nie, bo często zmienia zdanie. Ehhh...faceci.
Tydzień temu zupełnie go poniosło. Znów poszło o moje ciuchy.
- Zobacz, jak ty wyglądasz - wyczułam  sarkazm w jego głosie. -Jeśli się tak ubierasz, to chyba chcesz zostać prostytutką.
Był wściekły, a moje próby tłumaczenia się tłamsił w zarodku. Powiedział, że bardzo  go krzywdzę swoim ubiorem. Zauważyłam nawet, że uronił łzę. Serce mnie zabolało. 
PS. Miałam na sobie dżinsy i dopasowaną do ciała bluzkę. Strój odpowiedni do szkoły. cdn

2 komentarze:

  1. Droga Socjalna! Jaka to prawdziwa historia i niestety częsta. Czekamy na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, takie sytuacje się zdarzają. Piszę o tym, by pokazać, że można wyjść z błędnego koła przemocy, choć jest to bardzo trudna droga, której nie da się przejść bez doświadczenia prawdziwego bólu. Paradoksalnie porzucenie roli ofiary POCZĄTKOWO jest znacznie bardziej bolesnym doświadczeniem, aniżeli doświadczenie znęcania się psychicznego lub fizycznego.
    Żeby przerwać ten błędny krąg należy zmienić myślenie, co jest długotrwałym procesem. Każda ofiara przemocy widzi świat w krzywym zwierciadle. Nie da się jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki zaprogramować umysłu ofiary na właściwy tor rozumowania. To wymaga czasu, ale jak napisałam wcześniej, to jest wykonalne.

    OdpowiedzUsuń