czwartek, 14 września 2017

Przemocowy facet? - historia prawdziwa cz. 4

Przemocowy facet - historia prawdziwa cz.4
Lipiec 15 lat wcześniej, jestem z Pawłem od 8 m-cy

Takie okazje nie trafiają się każdego dnia, bynajmniej nie w tak właściwym momencie jak teraz. Wczoraj zadzwonił Bartek, kumpel Pawła ze szkoły średniej. Zaproponował ich wspólny wyjazd do Londynu, żeby zarobić parę groszy. Pawcio o mało nie oszalał ze szczęścia, bo jak się okazało, jeśli przyjmie ofertę , to będzie musiał pokryć jedynie koszt biletu lotniczego i zakupu prowiantu do czasu otrzymania pierwszej wypłaty. Wujek Bartka, który na wyspach żyje od dziesięciu lat i jak na razie nie ma zamiaru powrócić w ojczyste strony, zaoferował chłopakom nieodpłatnie noclegi w małym domku jednorodzinnym, który wynajmuje. Wyjazd szykuje się w sierpniu. Paweł zgodził się bez wahania, nie konsultując ze mną swojej decyzji. Nareszcie zarobi jakieś pieniądze. Wspólnymi siłami może uda nam się odłożyć trochę kaski i wyskoczyć nad morze w ostatni weekend września. Dotychczas nie było takiej okazji. Żyłam tylko maturą, a Paweł nie potrafił zaoszczędzić ani złotówki. 
Trzy miesiące temu zwolnił się z zakładu metalurgicznego i od tamtej pory nigdzie nie potrafi zagrzać miejsca.
Był już dostawcą pizzy, agentem ubezpieczeniowym, dozorcą w szkole podstawowej, a ostatnio nawet kucharzem. Jest w trakcie nauki i nie może podjąć pracy w zawodzie, bo najzwyczajniej w świecie nie posiada jeszcze uprawnień farmaceuty. Wiemy oboje, że nie tak szybko je nabędzie. Tydzień temu niespodziewanie odwiedził mnie, gdy akurat piłam kawę, siedząc na wygodnym, ogrodowym leżaczku.
- Co ty tutaj robisz? Nie jesteś w pracy? - zapytałam z  niedowierzaniem, jakbym ujrzała ducha.
- Nie. Dałem sobie spokój - odpowiedział zdenerwowany.
- Co się stało? 
- Żaden gnojek nie będzie mnie tak traktował.
- Czy możesz mi dokładnie powiedzieć, co takiego się wydarzyło?
- Ten grubas nie będzie mi rozkazywać. 
- Twój szef?
- Nie. Gościu pracuje od kilku lat w karczmie. Jest prawą ręką starego. Dzisiaj powiedział, że źle wyrobiłem ciasto i kazał zagnieść kolejne.
- To drugie też było złe? 
- Nie. Wkurwił mnie grubas.  Ściągnąłem fartuch i rzuciłem nim w stół. Wyszedłem z tej syfiastej nory. Nikt nie będzie mną pomiatał.
- Teraz nie masz żadnej roboty.
- Spokojnie. Znajdę coś. To już moja sprawa.

Poszukiwanie nowej fuchy okazało się trudniejsze, niż się początkowo wydawało. Aż tu nagle, niczym anioł stróż, zatelefonował Bartek i przekazał dobre wieści. Gdyby nie konieczność załatwiania formalności związanych ze studiami, chętnie wyjechałabym razem z nimi, bo angielski znam dość dobrze i może zaczepiłabym się gdzieś. Wiem, że w brytyjskich  restauracjach i pubach dorabia sobie wielu polskich studentów. Trudno, co się odwlecze, to nie uciecze i może jeszcze kiedyś uda mi się polecieć na wyspy do pracy lub w celach turystycznych. 

Rodzice Pawła, ku naszej wspólnej radości, uskubali trochę oszczędności i zgodzili się pożyczyć pieniądze na bilet lotniczy i kieszonkowe. Bartek zabukował dwa bilety na 02 sierpnia. Powrót planują na dzień 27 września. 
Przed nami pierwsza tak długa rozłąka. Dziwnie mi ze świadomością, że nie będziemy widzieć się w realu przez tyle dni, pomijając oczywiście komunikację za pośrednictwem skype. Z drugiej strony, cieszę się, bo mój chłopak zobaczy kawałek świata i tym samym spełni namiastkę marzeń, o których wielokrotnie mi opowiadał. Choć do wyjazdu zostały dwa tygodnie, już dziś zapewnił mnie, że będzie dzwonić codziennie.

Lipiec, 15 lat wcześniej, jestem z Pawłem od 8 m-cy

Wystraszyłam się niemiłosiernie. Sprzątałam pokój, gdy nagle usłyszałam dźwięk nadchodzącej wiadomości na gg. 

Boże, przyjedź do mnie szybko. Jestem sam w domu i nie wiem, co się dzieje. Zaraz chyba się uduszę. Nie mogę oddychać. Bardzo boli mnie głowa i czuję się słabo. Obawiam się, że mogę stracić przytomność. Rodziców nie ma w domu. Nie wiem, co robić, przyjedź do mnie.

Zdębiałam, gdy ujrzałam, że autorem niepokojącej wiadomości jest Paweł. Szybko chwyciłam za telefon i wybrałam połączenie z jego numerem. Dane mi było usłyszeć jedynie sygnał oczekiwania na połączenie, a nie tak dobrze znany, melodyjny głos. Niestety, nie posiadałam w książce telefonicznej numerów do rodziców Pawła. Ogarnęła mnie lekka panika, jednak wiedziałam, że muszę działać racjonalnie, bo kierując się emocjami, mogę przysporzyć więcej szkody niż pożytku.

Paweł, jesteś tam? - napisałam na gg, łudząc się, że odpisze.  Po około pięciu minutach, dłużących się w nieskończoność i doprowadzających mnie do granicy wytrzymałości, ubrałam szybko trampki i wskoczyłam na rower. Pędziłam jak szalona. Jazda, która powinna zająć mi jakiś kwadrans, trwała zaledwie pięć minut. 
Gdy dotarłam pod blok, rzuciłam rower  na trawnik i pobiegłam w kierunku drzwi wejściowych do budynku. Nie wiem, jak długo wciskałam guzik domofonu. Dopiero po dłuższej chwili usłyszałam odzew.
- Halo? - z głośnika dobiegł znajomy głos mamy Pawła.
- Co się stało Pawłowi? - zapytałam zdyszana. Z ledwością wypowiadałam słowa, usiłując unormować oddech.
- Pawłowi? Siedzi i ogląda film w telewizji.
- Ale jak to? Napisał do mnie, że bardzo źle się czuje, że...
- Nie wiem  o co chodzi. Wejdź do środka. 

Zgodziłam się. Gdy Paweł ujrzał mnie, stojącą w progu drzwi, spoconą i rozczochraną, parsknął śmiechem. Nie wiem dlaczego, ale poczułam wstyd, dokładnie tego rodzaju, jaki doświadcza małe dziecko, gdy zostanie ukarane klapsem w tyłek.  To coś w rodzaju upokorzenia. 
Pawła mama przyglądała mi się, jak jakiejś małpie w zoo. Sytuacja  nie bawiła mnie ani trochę, a wręcz przeciwnie, zanim uwierzyłam, że wszystko jest w najlepszym porządku, przyglądałam się Pawłowi jeszcze przez chwilę, nie dowierzając, że padłam ofiarą głupiego żartu.
- Ale jestem szczęściarzem - powiedział, gdy emocje nieco ostudziły się. - Każdy facet marzy o kobiecie, która zareagowałaby tak jak ty. Jesteś wyjątkowa - cmoknął mnie delikatnie w usta. 
Tego dnia, choć starałam się, nie udało mi się już wyluzować. Czułam narastającą w gardle gulę, próbowałam zapanować nad chaosem, który na dobre zagościł w głowie. Poprosiłam Pawła, by nigdy więcej nie żartował w ten sposób. 
- Jesteś niesamowitą, czułą i wymarzoną dziewczyną. Teraz już wiem, że choćby nie wiem co się stało, mogę na ciebie liczyć, słoneczko - zapewnił mnie. 

Lipiec, 15 lat wcześniej, jesteśmy z Pawłem od 8 m-cy

Leżeliśmy przytuleni do siebie, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Kocham te chwile, gdy jesteśmy razem, a świat jakby przestaje istnieć. Postanowiliśmy nie marnować ani chwili, bo wielka podróż do Londynu zbliża się nieubłaganie. Przeżywam tę zmianę i chciałabym  odwlec ją w czasie, chociaż wiem, że to już niemożliwe. Z drugiej strony chodzi raptem o dwa miesiące, które są błahostką w starciu z okresami rozłąki, które niegdyś dzieliły facetów powołanych do wojska z ich wybrankami. Z resztą,  znalazłam już pomysł na zagospodarowanie wakacyjnego czasu. Wcisnęłam się na zastępstwo do lokalnej restauracji. Jedna z kelnerek postanowiła wziąć bezpłatny urlop i wyjechać do Niemiec na opiekę, żeby trochę dorobić. Rok w rok, robi dokładnie to samo. Ktoś, kto myśli o poważnej posadce, raczej nie zgodzi się na pełnienie zastępczej funkcji jedynie przez dwa miesiące. Wyjątkiem od tej reguły są młodzi małolaci tacy jak ja. Nam chodzi wyłącznie o zdobycie paru groszy na wakacje lub zakup jakiegoś starego gruchota, bo dopiero co zdaliśmy prawko.
- Arletko, kochanie, muszę ci coś powiedzieć - Paweł niespodziewanie przerwał błogą ciszę. Przybrał niezwykle poważny wyraz twarzy, aż chwilowo wyswobodziłam się z jego ramion.
- Słucham...
- Nie wiem, jak zacząć...
- No wal, śmiało - uśmiechnęłam się.
- Ja chyba... Chyba zakochałem się w twojej siostrze.

Zaniemówiłam. Nie wiedziałam, co  powiedzieć.

- W mojej siostrze? - zapytałam, jakbym chciała się upewnić, że to tylko zły sen.
- To, co słyszałaś. Zakochałem się w niej.
- Ale kiedy? Jak? - mój głos zaczął się załamywać. 
- Nie wiem, kiedy to się stało. Samo przyszło.
Moje serce rozpadło się na milion kawałków. Nagle poczułam ból nie do zniesienia. Wydało mi się, że lada chwila oszaleję, a nie miałam żadnego pomysłu, w jaki sposób sobie pomóc. Przerażała mnie myśl, że nie będę mogła zwierzyć się z tego, co przed chwilą usłyszałam, bo w jaki sposób miałabym to zrobić i przede wszystkim z kim o tym porozmawiać?
Nie rozumiałam tylko dlaczego siora... Paweł przecież jej nie cierpi. Jego uczucie wydawało się być totalnie bezsensowne, pozbawione jakichkolwiek szans. Wiedziałam doskonale, że siora nie darzy nawet minimalną sympatią mojego faceta i postanowiłam nie wtajemniczać jej w to, o czym się właśnie dowiedziałam. Czułam się jak kobieta upokorzona, która poniosła sromotną porażkę na polu bitwy uczuciowej. Przegrałam, pokonana nie zazdrością, bo ta o dziwo, nie zagościła w moim sercu. Zabił mnie przeszywający ból w dosłownym znaczeniu tego słowa. Rozpacz rozprzestrzeniła się po wszystkich komórkach mojego organizmu. 
Po raz kolejny wyszłam z domu bez pożegnania. Jeszcze tego samego dnia, wieczorem, zatelefonował do mnie. Powiedział, że kocha jednak mnie, a uczucia żywione do mojej siostry, nie mają nic wspólnego z zakochaniem.
Gubię się w tym wszystkim. Przestaję rozróżniać biel od czerni, smutek od radości i wreszcie prawdę od fałszu. Przed kilkoma godzinami zapewniał mnie, że kocha ją, nie mnie. W duchu cieszę się, że nie wygadałam się nikomu, co zdarza się, gdy targają mną silne emocje. Wtedy bez wahania opowiadam innym, co takiego wydarzyło się w moim życiu, co wywróciło świat do góry nogami. Tym razem zachowałam milczenie, jak gdybym spodziewała się, że słowa Pawła to jakaś fikcja. Jeśli jednak, to była tylko chwilowa iluzja, to dlaczego tak zabolało?

Lipiec, 15 lat wcześniej, jestem z Pawłem od 8 m-cy

Jak to dobrze, że jakiś mądry człowiek wymyślił gg. Dzięki tej pomysłowej osobie ludzie mogą komunikować  się bez względu na dzielącą ich odległość. Posiadając tego rodzaju komfort, nawet kilkumiesięczne rozstanie zakochanych w sobie osób, wydaje się być do przeżycia. 
Kontaktujemy się z sobą bardzo często, zachowując przy tym intensywność spotkań na najwyższym poziomie. Lubimy mieć stały kontakt on line. Piszemy na różne tematy, ale gg traktujemy przede wszystkim jako łatwo dostępną i darmową platformę do umawiania randek. 
Wczoraj nie mogłam się spotkać z Pawłem. Uczestniczyłam w rodzinnej imprezie. Nie spodziewałam się, że gdy odmówię spotkania, zachowa się w ten sposób.

- Nie chcesz przyjechać? Ok, ale ja też mam swoje potrzeby. Zmuszasz mnie do tego, żebym zadzwonił po prostytutkę. Nie dbasz o mnie. Kochająca kobieta tak nie postępuje z facetem. 

Wyobraźnia zaczęła szaleć. Widziałam go w objęciach wulgarnie ubranej laski z napompowanymi ustami. Po raz kolejny poczułam się jak ktoś niegodny jego miłości. Od dłuższego czasu tak mam, zastanawiam się, czy jestem w stanie dać mu choć odrobinę szczęścia. Coś musi być ze mną nie tak, skoro facet który zapewnia, że mnie kocha, tak często czuje się źle i to z mojego powodu. 
Małżeństwo, które tak dobrze znam, przetrwało różne burze. Pokonało wódę, bicie, upokarzanie, zdrady. A ja nie potrafię pokonywać podstawowych trudności.
Mój facet ciągle gdzieś umyka, a ja biegnę za wolno, by go dogonić.
Spoglądam na siebie w lustrze z coraz większą pogardą, bo nie umiem zadbać o harmonię w związku, a wręcz przeciwnie, przyczyniam się do jego powolnej śmierci. 
Wierzę w słowa ludzi. Skoro mężczyzna, który zapewnia mnie o swojej miłości twierdzi, że krzywdzę go, nie dbam o jego potrzeby, jestem egoistyczna, zepsuta i tak po prostu nie zasługująca na uczucie, to widocznie tak jest.  Ludzie którzy kochają, przecież nie kłamią.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz