środa, 20 września 2017

Przemocowy facet? - historia prawdziwa cz. 5

Przemocowy facet? - historia prawdziwa cz.6

Dzisiaj

Typowe ofiary przemocy zwykle nie mają pojęcia, że są uwikłane w układ kat-ofiara, a partner traktuje je w sposób co najmniej niewłaściwy. Zwykle bolesne przebudzenie następuje w momencie kulminacyjnym, wtedy, gdy stanie się coś, co sprawi, że opadną klapki na oczach, zmuszając ofiarę do skonfrontowania się z bolesną prawdą. Może to być gwałt, zmuszanie do nieakceptowanych czynności seksualnych, uderzenie dziecka, skłonności pedofilskie, dopuszczenie się karalnego czynu, np. spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu. Może, ale niestety nie musi, bo w skrajnych przypadkach ofiara jest w stanie znieść więcej, niż się komukolwiek wydaje.
Często z przerażeniem czytam artykuły w gazetach lub w sieci o tematyce przemocy domowej. Jakiś czas temu w mediach głośno było o sprawie, w której Prokuratura dopatrzyła się licznych zaniedbań ze strony służb, odpowiedzialnych za dobro rodziny. Instytucje zbagatelizowały problem kobiety, która przez wiele lat doświadczała przemocy psychicznej i fizycznej ze strony męża. Czytając o formach okrucieństwa stosowanych przez szanownego pana, przecierałam oczy ze zdumienia, a w mej głowie uporczywie pojawiało się pytanie: Jak można było na to wszystko pozwolić?
Zwyrodnialec zamykał żonę w piwnicy, kazał jej jeść z miski w pozycji tzw. "na pieska", bił ją, gwałcił, zakładał na głowę worek, a następnie "wypożyczał żonę" kolegom, czerpiąc za to korzyści finansowe. Brak słów.
Dodam, że jak wynikało z artykułu, gehenna  trwała kilka lat. Gdy kobieta zdecydowała się ujawnić prawdę, prawie nikt z bliskich osób nie uwierzył jej. Lekarz, do którego zgłosiła się, zbagatelizował problem. Nie zareagował, choć kobieta wyznała mu, że mąż się nad nią znęca. Domyślam się, że w trakcie wizyty, mogła zachowywać się jak typowa ofiara, czyli dostrzegać w sobie przyczynę wszelkiego zła tego świata, w tym agresji sprawcy, a  patologiczne zachowania usprawiedliwiać chorą wizją miłości. Zanim wylałam wiadro pomyj na nieprofesjonalnego lekarza, przypomniałam sobie jeden z wykładów z psychologii społecznej  na temat ludzkich reakcji na cierpienie innych osób. Dowiedziałam się, że człowiek w obliczu cudzego smutku i cierpienia, może zachować obojętność lub wrogość, co nie jest jednoznaczne z brakiem empatii wobec osoby poszkodowanej. Możliwe, że owa lekarka, która w świetle prawa dopuściła się znaczących zaniedbań i nie ma ku temu żadnych wątpliwości, w gruncie rzeczy nie była wyzutym z uczuć potworem.  Nie wiadomo jaki był dokładny przebieg rozmowy w gabinecie lekarskim, gdyż tego rodzaju informacji nie podano do publicznej wiadomości. Pewne jest, że po raz wtóry odpowiedzialność za problemy w rodzinie spoczęła na instytucjach, które co prawda  są zobligowane do realizowania  działań prewencyjnych i pomocowych, jednak zawsze pozostaną podmiotami postronnymi względem rodzin, które są autonomicznymi komórkami, rządzącymi się swoimi prawami. Lekarka mówiąc wprost, dała dupy, ale historia ta jak to zwykle w życiu bywa, ma drugie dno, bo jak się okazało, ofiara przemocy miała minimalne, ale jednak realne szanse ucieczki z  piekła, czego nie uczyniła. Pozwoliła na to, by dzieci były świadkami okrucieństwa, które każdego dnia fundował jej ich tatuś. Kilkuletnie dzieci nie dość, że oglądały sceny jak z horroru, to w dodatku z czasem same stały się atrakcyjnymi obiektami  dla tyrana. Zwyrodnialec zaczął wykorzystywać seksualnie dziewczynki. Jego żona najprawdopodobniej o wszystkim wiedziała. Czyżby myślała, że tatuś robił to z miłości?
O sprawie nikt by się nie dowiedział, gdyby na jaw nie wyszły wpisy z pamiętników dziewczynek. Papierowe kartki zarejestrowały opisy sadyzmu przez lata ukrywanego w czterech  ścianach. 
W trakcie 10 letniego stażu pracy w MOPS, nigdy nie zdarzył mi się tak patologiczny przypadek, jak ten opisany powyżej. Aż ciężko uwierzyć, że w XXI wieku, w czasie historycznym szczególnie sprzyjającym kobietom, dochodzi do tego rodzaju przestępstw. Na co dzień obserwuję przedstawicielki płci pięknej nie godzące się na choćby minimalne przejawy braku szacunku ze strony mężczyzn. Skończyło się tolerowanie zdrad, uzależnień, poniżania i dyskryminacji w miejscu pracy. Tyle tylko, że od reguły zawsze znajdą się wyjątki, czego dowodem jest historia ukazana w artykule.
Na szkoleniach dla pracowników socjalnych zawsze uczono mnie, że nie mam prawa nikogo oceniać, bo mówiąc wprost, nie siedzę w głowie klienta i nie mogę odpowiedzieć na pytanie, jakimi pobudkami kierował się dokonując życiowych wyborów.
Badania naukowe jednoznacznie wskazują ścisłą zależność pomiędzy środowiskiem rodzinnym człowieka, a jego późniejszą egzystencją. Mało prawdopodobne jest, aby kobieta, której rodzice darzyli się miłością i szacunkiem, w dorosłym życiu wybrała na męża tyrana, a jeśli już ślubny ukazałby swoje ciemne oblicze, miałaby większą  odwagę odejść. Kat potrzebuje ofiary. Będę  brutalna pisząc, że działa to w obie strony, jako że ofiara nie może obejść się bez kata, dopóki nie uleczy sfery psychicznej i duchowej.
Jako pracownik socjalny bardzo często stykam się ze zjawiskiem przemocy w rodzinie. Niepokoi mnie fakt, iż w przeciągu ostatnich kilku lat,  pojęcie "zjawiska przemocy w rodzinie" zaczęło tracić swe pierwotne znaczenie, tym samym dając przyzwolenie na nadużycia w zakresie diagnozowania tego problemu. Dla przypomnienia, przemoc jest wtedy, gdy  w relacji występuje nierównowaga sił, a więc jest kat i ofiara. W praktyce wygląda to tak, że na co dzień do mojego ops wpływa wiele Niebieskich Kart, które nie spełniają wyżej określonego warunku, a są zakładane po to, żeby przedstawiciele służb nie dostali później po tyłku. 
W sezonie letnim Polacy intensywnie grillują, a w trakcie biesiadowania lubią sięgnąć po mocniejsze trunki. Jeśli przesadzą z procentami, łatwo o rodzinną sprzeczkę, w trakcie której padną wulgaryzmy, żona rzuci talerzem, mąż nie pozostanie jej dłużny i odpłaci się tym samym. Cóż, w naszej ojczyźnie można niekiedy spotkać związki partnerskie w typowo włoskim stylu, które dla zachowania równowagi, od czasu do czasu muszą wzniecić na nowo ogień miłości.  Zaniepokojeni sąsiedzi, słysząc niepokojące krzyki i szloch, zdecydują się wezwać policję. Na miejsce zdarzenia przyjadą funkcjonariusze, a ich oczom ukaże się zapłakana kobieta z  czarnymi smugami na twarzy, powstałymi na skutek rozmazanego tuszu do rzęs. Gdzieś obok jej małżonek będzie dopijał resztki whisky, by ostudzić rozszalałe emocje. Nie ważne, że za jakieś dwie godziny temperamentni małżonkowie wypróbują nowe pozycje w sypialni. Karta musi być, bo przecież ona płakała, on pił,  a na podłodze leżały fragmenty rozbitych naczyń. Statystyki  wzbogacą się o kolejny formularz NK, a służby opuszczą miejsce zdarzenia ze stoickim  spokojem, bo w razie "W", dopełniły wszelkich formalności.  W dobie dzisiejszych czasów, w których  instytucje przejęły znaczną odpowiedzialność za zło obecne w polskich rodzinach, zrobiłabym tak samo. Wszczęłabym NK, by potem nie usłyszeć  z ust  dziennikarza TVN: "Gdzie był proszę Państwa pracownik socjalny?". Smutne, ale prawdziwe.
Prawdę powiedziawszy, na świecie są zwyrodnialcy i zawsze będą, jednak stanowią oni dość niewielki odsetek społeczeństwa (mam na myśli zwyrodnialców pokroju tego, który ukazany został w artykule). Życie pokazuje, że w sytuacjach skrajnej, bestialskiej przemocy, pomoc dla ofiar dociera zwykle za późno, co nie ma nic wspólnego z bezczynnością służb. Przepraszam bardzo, ale choćbym odwiedziła każdą rodzinę w moim mieście, nie zapobiegłabym wszystkim tragediom. Przekraczając drzwi domu, nie mam żadnej pewności, że w tej oto rodzinie nie dochodzi do patologii w rodzaju: ojciec śpi z córką, matka zamyka dziecko w piwnicy, a starsza kobieta zmuszana jest do jedzenia kociej karmy. Takie sytuacje mają miejsce na całym świecie, ale w polskiej kulturze są to przypadki skrajne. Problemem naszych, ojczystych rodzin są raczej uzależnienia, kłótnie i awantury spowodowane niewłaściwymi stylami komunikacji, rozwiązłość seksualna, pracoholizm i wynikający z niego brak czasu na wychowywanie dzieci, trudności finansowe, w tym te związane z zabezpieczeniem potrzeby mieszkaniowej. Nie przeczę oczywiście, że problem przemocy nie dotyczy polskich rodzin, gdyż podważyłabym wówczas sens mojego zawodu. Pewne jest to, że przemoc jest bardzo złożonym zjawiskiem  i w związku z tym trudnym w diagnozowaniu. 
A teraz wracam do przeszłości, do historii prawdziwej.

Wrzesień, 15 lat wcześniej, jestem z Pawłem od 10 m-cy

Nie wiem, co się ze mną dzieje. Czuję się fatalnie. Gdy był obok, wszystko wydawało się być prostsze. Wczoraj wstałam tak jak zwykle. Zaczęłam szykować się do pracy, aż nagle w mojej głowie pojawiła się myśl, która nie daje mi spokoju. "Czy ja go na pewno kocham?".
Od tego momentu nic już nie jest takie samo. Jak mogłam w ten sposób pomyśleć? Kobieta, która kocha swojego mężczyznę, nie zastanawia się nad uczuciami do niego, ona po prostu wie. Mam ochotę ukarać siebie. Spoglądam w lustro i brzydzę się własnym odbiciem. Zawsze pragnęłam być miłą, ciepłą, pełną miłości osobą, a jak się okazuje, nawet nie wiem, czy potrafię kochać.
Myśl nie opuszcza mnie od wczoraj, choć tak bardzo pragnę się jej pozbyć jak niepotrzebnego śmiecia. Chyba za chwilę pęknie mi głowa. 
"Czy ja go na pewno kocham? " - obawiam się, że oszaleję. Modlę się, by nastał błogi spokój, który osiągnę dopiero wtedy, gdy znów będę pewna swoich uczuć. Ale nieee... 
Dzisiaj wieczorem ma zadzwonić. Zastanawiam się, jak mam z nim rozmawiać, przecież pomyślałam w sposób, w jaki nie pomyślałaby żadna kochająca kobieta. Nie mogę się przyznać do tego. Będę milczeć.
Nie mam siły pisać. Muszę choć trochę uspokoić się, bo zwariuję. Najgorsze jest to, że nie mam z kim pogadać. Myślałam, żeby o wszystkim opowiedzieć Hance, ale ona tak bardzo kocha swojego Filipa, że na pewno mnie nie zrozumie. Zazdroszczę jej. Też chciałabym kochać tak jak ona. cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz