sobota, 2 września 2017

Przemocowy facet? - historia prawdziwa cz.1

Przemocowy facet
Myślicie, że trzeba mieć mało oleju w głowie, aby dać się wciągnąć w układ kat-ofiara? Nic bardziej mylnego. Poznajcie moją historię...

Miałam 18 lat. Byłam trochę zakompleksioną dziewczyną odbiegającą od koleżanek pod względem pewności siebie. Ludzie mówili, że jestem ładna, a ja borykałam się z licznymi kompleksami. Zaniżone poczucie własnej  wartości determinowało moje wybory, często zgubne w skutkach.
- Pokaż Arletko, co masz w piórniczku...- powiedział do mnie kiedyś  chłopak z klasy. Zabrał moją własność, a potem jeszcze bezczelnie oglądał zawartość piórnika. Chciałam krzyknąć: STOP, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa. Zablokowałam się, choć wcale nie podobało mi się jego postępowanie. On był inny niż ja. Bardzo pewny siebie, co czasem zakrawało o cwaniactwo, na przykład wtedy gdy nie chciało mu się przygotować notatek do sprawdzianu. Przymilał się wtedy  do innych osób, nawet tych, z którymi na co dzień nie miał ochoty zamienić słowa. 
Uczyłam się w klasie maturalnej. Miałam ograniczoną grupę znajomych. Zwykle obracałam się w kręgu osób przebojowych, przez co uzupełnialiśmy się. Oni wiedli prym w grupie, byli popularni, a ja dzięki nim czułam się bardziej wyluzowana. Ubierałam się odważnie. Dzisiaj zastanawiam się, czy mogłabym wyjść z domu, tak jak wtedy, mając na nogach zielone seksi kozaczki. Kolorowe szmatki powodowały, że podobałam się chłopakom. 


Pewnego dnia podszedł do mnie w trakcie godziny wychowawczej kolega z klasy. Usiadł obok, co wywołało we mnie nerwowe napięcie. Zaczął patrzeć mi głęboko w oczy.
- Chciałbym pogadać z super laską, która się cholernie wstydzi- powiedział, jakby czytał w moich myślach, bo rzeczywiście stres trawił mnie od środka. Nie potrafiłam wypowiedzieć  ani słowa. Konwersacja została przerwana moim milczeniem. Kolega jeszcze kilkukrotnie wysyłał sygnały wskazujące na zainteresowanie moją osobą. Ignorowałam każdy taki gest, aż wreszcie chłopak odpuścił.

Do 18-tki nie miałam żadnego faceta. Raz się całowałam, czyli niewiele, biorąc pod uwagę dorobek koleżanek. Marzyłam o księciu z bajki, kimś kto mnie zrozumie i będziemy nadawać na tych samach falach. Karmiłam się  niedojrzałą wizją miłości, żywiąc przekonanie, że ten jedyny będzie czytać w moich myślach.
Pewnego dnia koleżanka zaprosiła mnie na 18-stkę. Ubrałam biało-czarną obcisłą bluzkę i nowe dżiny. Wyglądałam super i byłam tego świadoma. Na imprezkę zaproszone zostały same dziewczyny. Znałyśmy się od piaskownicy, a każda z nas na swój sposób miała inną osobowość. W ten wieczór piłyśmy alkohol, jak to zwykle na osiemnastkach bywa. Bawiłyśmy się wybornie w jednej z dyskotek na peryferiach miasta. W klubie panowała kameralna atmosfera, co ułatwiało nawiązywanie kontaktu wzrokowego. 
- Cześć, podobasz się mojemu koledze - powiedział do mnie  facet, który niespodziewanie przysiadł się do stolika. Był wysoki i miał ciemne włosy.
- Któremu? - zapytałam nieco zmieszana.
- Chciałby do ciebie podejść i porozmawiać.
- Ok - odpowiedziałam nieco zawstydzona. Na palcach jednej ręki mogłam policzyć rozmowy,  w trakcie których sam na sam rozmawiałam z mężczyzną. 
Tamtego dnia, jak nigdy wcześniej w życiu, poczułam gotowość do zakochania się. Miałam wiele kompleksów i zaniżone poczucie własnej wartości, ale głęboko w sercu tliły się we mnie ogromne pokłady miłości, którą chciałam się z kimś podzielić.
Podszedł do mnie wysoki brunet. Zaczęliśmy rozmawiać, choć na dyskotece nie mogliśmy liczyć na sprzyjającą ciszę. Szczerze? Zauroczyłam się w pierwszej chwili. Wydawał się być niezwykle czarujący, umiał podtrzymywać tematy rozmowy. Prawił mi komplementy, ale nie płytkie w stylu "dla takich oczu zgrzeszyłbym", wręcz przeciwnie, używał wyszukanych słów, które sprawiały, że czułam się wyjątkowo. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Pisaliśmy o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się, że Paweł jest starszy ode mnie o pięć lat i aktualnie uczy się zaocznie w technikum farmaceutycznym. Wcześniej ukończył zawodówkę, ale chciał  czegoś więcej, stąd decyzja o rozpoczęciu szkoły średniej. Pracował w zakładzie metalurgicznym. Mieszkał z rodzicami. Miał starszą siostrę. Tyle dowiedziałam się,  korespondując jedynie drogą mobilną.
Po dwóch tygodniach umówiliśmy się na pierwszą randkę. Poszliśmy na kawę do małego pubu. Przegadaliśmy jakieś trzy godziny. Wpadłam, jak śliwka w kompot. Okazało się, że on słucha The Doors i kręci amatorskie filmy, które później zgłasza na festiwale kina niezależnego. Wow - pomyślałam w duchu. Spotkałam faceta, o jakim zawsze marzyłam. 
Przez kolejny miesiąc umawialiśmy się regularnie. Głównie spotykaliśmy się u niego, u mnie trochę rzadziej.  Nie pamiętam, w którym momencie zatraciłam swoją osobę i stałam się w pełni zależna od niego. Dziś zastanawiam się, czy sama jestem sobie winna tego, w co się wplątałam, czy jest dla mnie choć cień usprawiedliwienia. Nie pamiętam wszystkiego, bo ludzki mózg wymazuje negatywne wspomnienia. W innym wypadku człowiek by zwariował. Niemniej jednak w mej pamięci uchowały się maleńkie migawki wydarzeń z tamtego okresu, którymi właśnie dziś chciałabym się podzielić, by ustrzec młode dziewczyny przed toksycznym związkiem.

Styczeń, 15 lat temu, jestem z Pawłem od 3 m-cy

Tak bardzo się cieszę. Dzisiaj idę z Pawłem na osiemnastkę do Lenki, mojej najlepszej przyjaciółki. Będzie dużo znajomych z klasy. Nareszcie mam chłopaka, z którym mogę pójść na imprezę.  Prawie wszystkie znajome z kimś chodzą. Już nie muszę się tłumaczyć, dlaczego nie mam nikogo. Na imprezę zawiezie nas mój tato. Cudownie, że będzie ze mną Paweł. Kocham go najmocniej na świecie. 
Dzień później...
Na imprezie było świetnie. Przyszli prawie wszyscy zaproszeni goście. Paulina jak zwykle sama. Nigdzie nie zabiera z sobą Adasia, z którym chodzi od roku, bo jak twierdzi, "drzewa do lasu się nie zabiera".  Prowokowała naszych facetów. Widziałam jak zalotnie się do nich uśmiecha. Ona już tak ma, że wszędzie w pojedynkę, a zawsze jakiś cudzy chłopak się do niej przyklei. 
Bardzo dużo tańczyłam. Lubię tańczyć. Przez chwilę bawiłam się z Piotrkiem z klasy. Piotrek nie jest specjalnie przystojny, ale na parkiecie rusza się zajebiście. 
Gdy zeszłam z parkietu, próbowałam znaleźć Pawła. Po chwili zawołał mnie i poprosił o rozmowę w cztery oczy. Poszliśmy do toalety, bo tylko tam mogliśmy pogadać na spokojnie.
Popatrzył na mnie zmienionym wzrokiem.
- Ty szmato - wysyczał. Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi. Poprosiłam, by wyjaśnił mi, dlaczego tak wulgarnie się do mnie odezwał. W pierwszej chwili milczał. Potem zasugerował, że chodziło o Piotrka, ale nie powiedział tego wprost. Zezłościł się, bo tańczyłam z nim. 
Tak bardzo mi źle, że sprawiłam mu przykrość. Gdybym tylko wiedziała, że tańcząc z Piotrkiem tak bardzo go skrzywdzę, nigdy w życiu bym tego nie powtórzyła. Smutno...

Styczeń 15 lat temu, jestem z Pawłem od 3 m-cy
Wczoraj nie mogłam umówić się z Pawłem, choć bardzo tego pragnęłam. Zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że mama poprosiła, abym pojechała z nią na zakupy. Odkąd mam prawo jazdy, często prosi mnie o różne przysługi. Paweł jakoś to przyjął, choć czułam, że nie jest zadowolony. 
Dzisiaj koło piętnastej Paweł napisał na gg, że bardzo chce się ze mną spotkać. Umówiliśmy się tam gdzie zwykle, niedaleko starej fontanny. Ehhh..., zapomniałam telefonu. Minęła piętnasta, a jego nie było. Czekałam jakieś piętnaście minut. Nie przyszedł. Wróciłam do domu. Na gg odczytałam wiadomość: "Widzisz teraz jak to jest? Wczoraj nie miałaś dla mnie czasu, to teraz poczuj się tak jak ja".

Styczeń 15 lat temu, jestem z Pawłem od 3 m-cy
Paweł nie zrobił jeszcze prawka, ale prowadzić umie. Dzisiaj zapytał, czy może wypróbować mojego Renault, którego dostałam od chrzestnego na osiemnachę. Bardzo nalegał, wiec zgodziłam się. Jeździliśmy bez celu po ulicach naszego miasta, Widziałam jaką sprawia mu to radochę. Wszystko było ok do momentu, gdy wymusił pierwszeństwo na skrzyżowaniu. Walnął w nas okazałej klasy Ford. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Wybiegliśmy prędko z auta, by zobaczyć straty. Kierowca Renault chciał wezwać policję, ale ostatecznie zrezygnował z tego zamiaru.
 Miałam wiedzę, jak się załatwia tego rodzaju sprawy.  Wiedziałam, że zawsze "można się jakoś dogadać". Poszkodowany facet zaproponował 1500 zł. Dla mnie była to kwota niewyobrażalna. Paweł powiedział, że nie posiada żadnych oszczędności. Na dodatek pojawił się kolejny problem.
- Bardzo proszę pana, gdyby ktoś pytał, to ja prowadziłam samochód - próbowałam robić dobrą minę do złej gry.
- Serio? - zapytał mężczyzna wyraźnie zdziwiony. Przecież widziałem, że to ten pan siedział za kierownicą. 
- Tak, wiem - odpowiedziałam. - On nie ma prawa jazdy. 
Facet zgodził się na zaproponowaną przeze mnie wersję wydarzeń. Uwierzył mi na słowo, choć w gruncie rzeczy mogło chodzić o coś poważniejszego. Nie miał żadnej gwarancji, że Paweł nie jest po spożyciu alkoholu lub narkotyków. 
Napisałam na papierze oświadczenie do ubezpieczalni. Siebie wskazałam jako sprawcę wypadku. Nie było nawet opcji, aby dać facetowi te 1500zł.
Zatelefonowałam do mojego taty. Przyjechał prędko na miejsce zdarzenia. Był na mnie wściekły. Krzyczał. Zaczęłam płakać. Paweł nie odzywał się. Powiedziałam tacie, że to ja spowodowałam wypadek. 
Tego samego dnia rodzice zgodnie potwierdzili, że sama mam pokryć koszt naprawy mojego Renault. Czekałam na odszkodowanie za złamanie nogi. Miałam dostać koło tysiaka. Powiedziałam o przypływie gotówki Pawłowi. Odetchnęliśmy z ulgą. 
cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz